Myś i adres: Niebo
Kiedy Myś odkrywa Księżyc, zaczyna się niezwykła historia o przyjaźni, trosce i liście, który ma dotrzeć aż do nieba. Otwórz księgę i poznaj jej nową przygodę.

Wielkie niebo.
List pełen serca.
Magiczny odsłuch
Wideo bajki
Odtwórz film bezpośrednio na stronie Magicznych Czytanek.
Otwarta księga pełna magii i historii
Cała historia do samodzielnego czytania. Przewracaj strony i odkrywaj przygodę Myś we własnym tempie.
Strona 1: Myś i adres: Niebo
Strona 2: Myś i adres: Niebo
Przeczytaj całą historię bez przewracania stron
Myś i adres: Niebo
Kto mieszka na górze?
Myś odkryła Księżyc we wtorek, chwilę po dziewiątej wieczorem.
Widziała go już wcześniej, ale nigdy nie przyglądała mu się tak długo. Tego wieczoru był wielki, okrągły i świecił nad stodołą, jakby ktoś zawiesił na niebie ogromny kawałek żółtego sera, a potem zapomniał przynieść drabinę.
Myś siedziała na parapecie. Jej córeczka spała już w domku, przykryta miękkim kawałkiem materiału. Za oknem pachniało mokrą trawą, świerszcze urządzały koncert, a Andrzej od pół godziny próbował znaleźć latarkę, którą sam wcześniej położył na lodówce.
Myś obserwowała Księżyc z rosnącym zainteresowaniem. Przechyliła głowę w lewo, potem w prawo i pomachała łapką. Księżyc nie odpowiedział. Pomachała obiema. Nic. Wspięła się na paluszki i wykonała tak energiczny ukłon, że prawie spadła z parapetu.
— Co ty wyprawiasz? — zapytała Hania, wchodząc do pokoju.
Myś wskazała niebo.
— Księżyc? Ładny dzisiaj, prawda?
Myś przytaknęła, po czym zeskoczyła na stolik i pobiegła do pudełka z literowymi klockami. Przez dłuższą chwilę przesuwała litery, sprawdzała kolejność i odrzucała niepotrzebne. Wreszcie stanęła obok ułożonego pytania.
KSIĘŻYC WIE ŻE MYŚ JEST?
Hania przeczytała je powoli.
— Czy Księżyc wie, że istniejesz?
Myś przytaknęła.
Dziewczynka spojrzała przez okno. Księżyc wisiał spokojnie nad drzewami, zupełnie nieświadomy zamieszania, jakie właśnie wywołał w pewnym mysio-ludzkim gospodarstwie.
— Nie wiem, Myś.
Myś zamyśliła się, a potem ułożyła następne słowo.
SAM?
— Księżyc?
Myś pokiwała głową.
— Ma przecież gwiazdy.
Myś wyjrzała przez okno. Gwiazdy były bardzo daleko od Księżyca. Nawet najbliższa wyglądała, jakby miała do niego kawał drogi. Myś wyciągnęła łapkę, próbując oszacować odległość, po czym zdecydowanie potrząsnęła głową.
Wróciła do klocków.
SAM
Hania usiadła obok niej.
— Może trochę samotny — przyznała.
Myś natychmiast podniosła głowę.
Przez moment patrzyła na Księżyc, a potem zbiegła ze stolika i zniknęła w swoim domku. Wróciła po chwili, ciągnąc za sobą mały niebieski guzik. Był niemal tak duży jak jej brzuszek. Myś przechowywała go od dawna, bo miał cztery dziurki, był idealnie okrągły i znakomicie nadawał się do siedzenia podczas ważnych narad rodzinnych.
Położyła guzik przed Hanią.
— Chcesz mu go pokazać?
Myś zaczęła energicznie kręcić głową.
Przyniosła klocki.
DAĆ
— Chcesz dać Księżycowi swój guzik?
Myś potwierdziła, zadowolona, że Hania wreszcie zrozumiała coś bez konieczności pisania całego wyjaśnienia.
— Ale on jest bardzo daleko.
Myś znieruchomiała.
Spojrzała na guzik, na Księżyc, a potem na Hanię.
Ułożyła:
POCZTA
Hania zakryła usta dłonią.
— Myś, poczta nie dostarcza listów na Księżyc.
Myś popatrzyła na nią z politowaniem, odsunęła część klocków i napisała:
TO NIECH ZACZNIE
List bardzo ważnej myszy
Następnego ranka Myś przystąpiła do pisania listu.
Potrzebowała stolika, pudełka z klockami, kartki, koperty, guzika i Hani, która zgodziła się przepisywać mysie wiadomości, ponieważ Myś nie zamierzała uczyć się trzymania długopisu tylko po to, żeby świat mógł działać zgodnie ze swoim życzeniem.
— Od czego zaczynamy? — zapytała Hania.
Myś zastanawiała się chwilę, po czym ułożyła:
KOCHANY KSIĘŻYCU
— Bardzo ładnie.
Myś wyprostowała grzbiet.
Potem dołożyła:
TU MYŚ
Hania zapisała oba zdania na kartce.
— I co dalej?
Myś spojrzała na nią zdziwiona. Przecież Księżyc powinien wiedzieć, jak wygląda jej życie. Pewnie siedział tam wysoko i nie miał pojęcia o najważniejszych wydarzeniach na gospodarstwie.
Zaczęła więc od rana.
ANDRZEJ ZGUBIŁ RĘKAWICZKĘ
— Przecież to ty ją zabrałaś! — zauważyła Hania.
Myś zmarszczyła nosek.
POŻYCZYŁA
— Bez pytania.
Myś przesunęła klocki.
ODDAM
— Kiedy?
Myś zastanawiała się nad odpowiedzią wyjątkowo długo.
KIEDY CÓRKA WSTANIE
Hania roześmiała się, przypominając sobie, jak córeczka Myś spała poprzedniego dnia w wielkiej roboczej rękawicy Andrzeja. Myś zrobiła jej w środku gniazdko, wyścieliła je sianem i postawiła przed wejściem kawałek marchewki. Andrzej szukał rękawicy przez godzinę, a kiedy ją znalazł, mała myszka leżała w środku z łapkami wyciągniętymi nad głową.
— No dobrze. Co jeszcze napiszemy?
Myś wróciła do klocków.
ŚLIMAK BYŁ
— Był gdzie?
U NAS
— I co robił?
SIEDZIAŁ
— Ślimaki chyba nie siedzą.
Myś spojrzała na Hanię, a potem napisała:
TEN SIEDZIAŁ
Hania westchnęła i zapisała również wiadomość o ślimaku. Myś była zadowolona. Nie wiedziała, czy Księżyc widział kiedyś ślimaka, a szczególnie takiego, który przyszedł rano, zjadł kawałek sałaty i przez godzinę stał w drzwiach, jakby zapomniał, po co wychodził.
Następne zdanie dotyczyło pogody.
PADAŁO
— Przecież świeciło słońce.
Myś pokazała konewkę stojącą za oknem.
— Aha! Polałaś sobie głowę.
DESZCZ
— Z konewki?
DUŻY
Hania zaczęła się śmiać.
— Dobrze, zapiszemy, że miałaś duży deszcz z konewki.
Myś przytaknęła z pełną powagą. Księżyc powinien przecież wiedzieć, że życie na Ziemi bywa trudne.
W końcu napisała jeszcze:
CÓRKA ZJADŁA OBIAD
Po chwili dodała:
CAŁY
Potem długo patrzyła na kartkę. Jej wąsy drgnęły, oczy zrobiły się trochę większe. Przesunęła ostatnie klocki i ułożyła:
BYŁAM DUMNA
Hania przestała się śmiać.
Spojrzała na Myś, która właśnie wygładzała łapkami brzeg kartki, jakby chciała, żeby to ostatnie zdanie wyglądało szczególnie pięknie.
— Napiszę dokładnie tak — powiedziała cicho.
Myś przytuliła się na chwilę do jej palca.
A potem natychmiast wróciła do pracy. Księżyc wciąż czekał na swój list.
Adres odbiorcy
Koperta sprawiła Myś więcej problemów niż cały list.
Hania położyła ją na stole.
— Teraz musimy napisać adres.
Myś od razu zabrała się do układania klocków.
KSIĘŻYC
— Dobrze. A gdzie mieszka?
Myś spojrzała przez okno. Było jasno, więc Księżyca nie widziała, ale dobrze pamiętała, gdzie zostawiła go poprzedniego wieczoru.
NIEBO
Hania wpisała na kopercie:
— Potrzebujemy jeszcze dokładniejszego adresu.
Myś zamyśliła się, po czym ułożyła:
WYSOKO
— A numer domu?
Myś patrzyła na Hanię przez chwilę, wyraźnie zaskoczona takim pytaniem.
JEDEN
— Dlaczego jeden?
JEDEN KSIĘŻYC
Hania musiała przyznać, że argument był całkiem rozsądny.
Na kopercie pojawił się więc adres:
— A kod pocztowy? — zapytała dziewczynka, coraz bardziej rozbawiona.
Myś zerknęła na leżący obok kalendarz, potem na pudełko z klockami. Przez chwilę szukała cyfr, aż wreszcie ułożyła:
00-NOC
— Idealnie — powiedziała Hania.
Myś była z siebie ogromnie dumna.
Pozostało już tylko włożyć do koperty guzik. Tu pojawiła się trudność, której Myś wcześniej nie przewidziała. Guzik był gruby i koperta ledwo się zamykała. Myś usiadła na niej całym ciężarem, zaparła łapki o stół i zaczęła ją ugniatać.
— Myś, pognieciesz list!
Myś wstała i spojrzała na Hanię, po czym ułożyła:
KSIĘŻYC WYPROSTUJE
— Czym? — roześmiała się dziewczynka. — Przecież nie ma żelazka.
Myś zastanowiła się chwilę.
WYŚLEMY
— Co?
ŻELAZKO
Hania oparła głowę na dłoniach.
— Myś, my próbujemy wysłać jeden guzik. Nie urządzamy Księżycowi całego mieszkania!
Myś spojrzała na listę potrzebnych rzeczy.
Po chwili napisała:
PODUSZKA
— Nie!
KOC
— Myś!
ANDRZEJ
Hania aż zapiszczała ze śmiechu.
W drzwiach pojawił się Andrzej, który usłyszał swoje imię.
— Co znowu?
Hania pokazała mu klocki.
— Myś chce cię wysłać na Księżyc.
Andrzej popatrzył na mysz, potem na kopertę.
— A po co?
Myś bez namysłu ułożyła:
POMOC
— W czym?
DOM
Andrzej odetchnął głęboko.
— Nie. Ja mam swój dom i dość roboty tutaj.
Myś popatrzyła na niego, a potem bardzo powoli przesunęła kolejny klocek.
LEN
— Leń?! — oburzył się Andrzej. — Ja od szóstej rano pracuję!
Myś wzruszyła maleńkimi ramionami.
Andrzej wyszedł z kuchni, mamrocząc coś o tym, że kiedyś myszy po prostu zjadały ser i nikt nie próbował zatrudniać człowieka na Księżycu.
Urząd pocztowy Myś
Pierwsza próba wysłania listu odbyła się tego samego popołudnia.
Hania postawiła kopertę przy furtce, obok skrzynki na listy. Myś od razu zaczęła wspinać się po drewnianym słupku. Po trzech próbach dotarła do otworu, przez który listonosz zwykle wrzucał korespondencję.
Spojrzała do środka.
Było ciemno.
Myś włożyła głowę głębiej.
— Uważaj, bo wpadniesz — ostrzegła Hania.
Myś wycofała się, po czym zażądała koperty, energicznie wyciągając obie łapki.
— Kochana, to jest skrzynka, do której listonosz wkłada listy dla nas. My musimy nadać list na poczcie.
Myś zamarła.
Zeszła ze słupka.
Podeszła do klocków, które Hania przezornie zabrała ze sobą w małym pudełku.
ZŁA SKRZYNKA
— Właściwie tak.
Myś zaczęła oglądać furtkę z drugiej strony. Po chwili wskazała pustą drewnianą skrzynkę po jabłkach.
— Co teraz?
NASZA POCZTA
Hania usiadła na trawie.
— Myś, to nie jest takie proste.
Ale Myś zdążyła już wciągnąć kopertę do środka skrzynki. Następnie ustawiła przed nią kamyk, położyła listek i z kawałka nitki zrobiła coś na kształt szlabanu.
W końcu ułożyła duży napis:
POCZTA MYŚ
Hania patrzyła na to z podziwem.
— A kto będzie listonoszem?
Myś natychmiast napisała:
ANDRZEJ
— Andrzej nie poleci na Księżyc.
Myś była przygotowana na taką odpowiedź.
ROWER
— Rowerem też nie doleci.
Myś zamyśliła się.
DUŻY ROWER
Hania wybuchnęła śmiechem.
— Myś, nawet największym rowerem nie dojedziesz do Księżyca!
Mała mysz usiadła obok skrzynki. Przez chwilę przyglądała się kopercie wystającej spod listka. Potem bardzo ostrożnie wyjęła ją i przytuliła do brzuszka.
Kiedy Hania wyciągnęła rękę, Myś odsunęła się.
— Nie chcesz, żebym pomogła?
Myś pokręciła głową.
— Dobrze. Możesz ją trzymać.
Myś siedziała jeszcze długo, dopóki Hania nie usiadła obok niej.
— Bardzo ci zależy na tym liście, prawda?
Myś przytaknęła.
Wzięła jeden klocek, potem drugi, aż wreszcie ułożyła:
SAM TAM
Hania spojrzała na nią uważnie.
— Martwisz się, że Księżyc siedzi tam zupełnie sam?
Myś przycisnęła kopertę do siebie.
MYŚ MA CÓRKĘ
Przesunęła klocki.
MA HANIĘ
Potem dodała jeszcze:
ANDRZEJ TEŻ
Hania uśmiechnęła się przez łzy.
— Tak. Andrzeja też masz.
Myś wyjęła niebieski guzik z koperty i zaczęła obracać go w łapkach.
Hania pogładziła ją delikatnie po grzbiecie.
— A Księżyc jest bardzo daleko.
Myś popatrzyła w górę.
Niebo było ogromne. Tak ogromne, że nie mogła znaleźć na nim ani jednego miejsca, z którego dałoby się dosięgnąć domu.
Po chwili ułożyła:
NIE CHCĘ ŻEBY SAM
Hania nie odpowiedziała od razu. Usiadła trochę bliżej, tak żeby Myś mogła oprzeć łapkę na jej palcu.
— Wiem — szepnęła.
Największa latarnia na świecie
Wieczorem Księżyc pojawił się ponownie.
Tym razem był częściowo schowany za chmurą. Myś zobaczyła tylko połowę jego jasnej tarczy i natychmiast pobiegła po Hanię.
— Co się stało?
Myś wskazała okno, a potem zaczęła układać klocki z taką szybkością, że kilka spadło ze stolika.
KSIĘŻYC ZNIKA
Hania podniosła ją na ręce.
— Schował się za chmurą. Zaraz wyjdzie.
Myś patrzyła w niebo z niepokojem. Przez kilka minut nie ruszała się prawie wcale. Kiedy wreszcie chmura odpłynęła, przycisnęła łapki do policzków i pisnęła z radości.
— No widzisz. Jest.
Myś natychmiast pobiegła po kopertę.
Hania przyjrzała się jej uważnie.
— Mam pomysł. Możemy położyć list przy oknie. Zobaczysz go ty, zobaczy go każdy, kto zajrzy do pokoju. A może Księżyc też go zobaczy.
Myś zastanawiała się przez chwilę.
Potem ułożyła:
WYŻEJ
Hania podniosła kopertę.
JESZCZE
Dziewczynka stanęła na palcach.
JESZCZE
— Myś, wyżej już nie dam rady!
Mała mysz rozejrzała się po pokoju. Jej spojrzenie padło na Andrzeja, który właśnie wszedł po latarkę.
Myś natychmiast podsunęła mu klocki.
ANDRZEJ WYSOKI
Andrzej zatrzymał się podejrzliwie.
— Co jest?
POMOC
— Przy czym?
Myś pokazała mu kopertę, okno i Księżyc.
Andrzej popatrzył na Hanię.
— Ona naprawdę dalej chce mnie tam wysłać?
— Tym razem masz tylko podnieść list.
Andrzej westchnął, ale wziął kopertę.
— Dobra. Tylko nie każcie mi machać.
Myś ułożyła kolejny napis:
MACHAJ
— Wiedziałem.
Andrzej podszedł do okna, wyciągnął rękę z kopertą i pomachał nią kilka razy w stronę Księżyca. Hania śmiała się cicho, patrząc, jak wielki gospodarz stoi przy oknie i usiłuje pozdrowić odległe ciało niebieskie w imieniu maleńkiej myszy.
— Wystarczy? — zapytał.
Myś przytaknęła.
Po chwili dołożyła:
ŁADNIE
Andrzej uśmiechnął się pod wąsem.
— Dziękuję pani kierownik.
Odłożył kopertę na parapet, pogłaskał Myś jednym palcem po głowie i poszedł po swoją latarkę.
Myś patrzyła na list długo. Potem delikatnie poprawiła jego położenie, tak żeby niebieski guzik był widoczny przez małe okienko w kopercie.
Księżyc świecił jasno.
Myś usiadła obok niego, zadowolona, że przynajmniej zrobiła wszystko, co potrafiła.
Ostatnia wiadomość
Minęła godzina.
Hania ziewnęła i zaczęła zbierać klocki, ale Myś nie zamierzała jeszcze iść spać. Siedziała przy oknie, z nosem przy szybie, i obserwowała Księżyc.
— Chodź już, maleńka — powiedziała Hania. — Jutro znowu go zobaczysz.
Myś nawet się nie poruszyła.
— Przecież nie musisz pilnować go całą noc.
Myś popatrzyła na dziewczynkę.
Potem na Księżyc.
Wróciła do klocków.
ON PILNUJE NAS?
Hania zamyśliła się.
— Może nam towarzyszy. Widzisz, kiedy jest ciemno, jego światło wpada przez okno.
Myś spojrzała na jasną smugę na podłodze. Sięgała od parapetu aż do drzwi mysiego domku. Powoli zeszła ze stolika i przeszła po niej kilka kroków.
W środku spała córeczka.
Myś zajrzała do niej. Mała leżała na boku, z jedną łapką wysuniętą spod kołderki. Myś poprawiła jej przykrycie i już miała wrócić do okna, kiedy córeczka otworzyła oczy.
Popatrzyła na mamę.
Wyciągnęła łapki.
Myś natychmiast się do niej przytuliła.
Siedziały tak przez chwilę, aż mała myszka wtuliła nosek w futerko mamy i znów zrobiła się senna.
Wtedy Myś zauważyła, że córeczka wciąż trzyma coś w jednej łapce.
Był to maleńki biały kamyczek, który znalazła poprzedniego dnia przy schodach. Nosiła go ze sobą niemal wszędzie, chociaż Myś nie miała pojęcia, dlaczego akurat ten kamyczek jest taki ważny.
Córeczka wyciągnęła go w stronę mamy.
Myś spojrzała na kamyczek.
Potem na okno.
Zrozumiała.
Ostrożnie wzięła prezent i pobiegła do Hani.
— Co tam masz?
Myś pokazała jej kamyczek, a potem wskazała kopertę.
— Od twojej córeczki? Dla Księżyca?
Myś przytaknęła.
Hania otworzyła kopertę i włożyła kamyczek obok niebieskiego guzika. Przez chwilę patrzyła na oba przedmioty. Dla kogoś obcego wyglądałyby jak zwykłe drobiazgi. Dla Myś i jej córeczki były najważniejszymi skarbami na świecie.
— Teraz ma dwa prezenty — powiedziała Hania.
Myś popatrzyła na Księżyc, po czym wróciła do swoich klocków.
Układała je wolno i starannie. Kilka razy zmieniała kolejność liter. Gdy skończyła, usiadła obok wiadomości.
KSIĘŻYC NIE JEST SAM
Hania przeczytała słowa i poczuła, jak coś ciepłego ściska ją za gardło.
— Myś…
Mała mysz podeszła do niej i dotknęła jej dłoni noskiem.
Hania pochyliła się niżej.
— Wiesz, nie mam pewności, czy Księżyc przeczyta nasz list.
Myś przez chwilę patrzyła na nią poważnie.
Potem przesunęła klocki.
MYŚ NAPISAŁA
— Tak.
HANA POMOGŁA
Hania uśmiechnęła się.
— Hania. Zjadłaś jedno „i”.
Myś spojrzała na napis i poprawiła go z wyraźną niechęcią.
HANIA POMOGŁA
Potem dołożyła:
CÓRKA DAŁA
Hania przeczytała wszystkie trzy wiadomości jeszcze raz.
Myś popatrzyła na Księżyc i powoli przesunęła ostatnie klocki.
ON MA NAS
Hania objęła ją delikatnie dłońmi.
— Tak, Myś. Ma nas.
Dobranoc, Księżycu
Tej nocy Myś nie chciała spać w swoim domku.
Hania przygotowała jej miękki kawałek materiału przy oknie, a obok postawiła małe pudełko z klockami. Myś zwinęła się w kulkę i patrzyła na Księżyc, który świecił nad stodołą.
Po pewnym czasie usłyszała cichy szelest.
Odwróciła głowę.
Córeczka wyszła z domku i dreptała w jej stronę, ciągnąc za sobą mały kawałek kołderki. Zatrzymała się przed mamą, ziewnęła tak szeroko, że na moment zniknęła wśród własnych wąsów, a potem wspięła się na jej brzuszek.
Myś popatrzyła na nią ze zdumieniem.
Mała wtuliła się w mamę i zamknęła oczy.
Myś objęła córeczkę łapkami. Przez dłuższą chwilę słuchała jej spokojnego oddechu, czując ciepło maleńkiego ciała.
Za oknem Księżyc powoli przesuwał się po niebie. Był daleko, bardzo daleko, ale jego światło wciąż wpadało do pokoju.
Myś wyciągnęła jedną łapkę w stronę pudełka z klockami.
Musiała się trochę nagimnastykować, żeby nie obudzić córeczki. W końcu udało jej się przyciągnąć kilka liter.
Ułożyła je obok siebie.
DOBRANOC
Popatrzyła na Księżyc.
Przez chwilę miała ochotę dopisać jeszcze coś ważnego. Zastanawiała się, czy Księżyc jest głodny, czy ma ciepłą kołderkę i czy ktoś kiedyś powiedział mu dobranoc. Przyszło jej nawet do głowy, żeby wysłać mu kawałek sera, ale szybko uznała, że będzie musiała znaleźć dużo większą kopertę.
Już przymykała oczy, kiedy przypomniała sobie o czymś jeszcze.
Poruszyła delikatnie łapką, sięgnęła po dwa kolejne klocki i dołożyła je do wiadomości.
DOBRANOC MYŚ
Przyjrzała się napisowi i pokręciła głową.
To nie było to.
Poprawiła litery.
DOBRANOC KSIĘŻYCU
Teraz było dobrze.
Ziewnęła, przytuliła córeczkę i zamknęła oczy.
A Księżyc nadal świecił.
◆ ◆ ◆
Następnego ranka Andrzej wszedł do kuchni i zobaczył na stole kopertę.
Podniósł ją i przeczytał adres:
Zajrzał do środka. Zobaczył niebieski guzik i maleńki biały kamyczek. Przez chwilę trzymał kopertę w dłoni.
Potem uśmiechnął się pod wąsem.
— No proszę. Nawet Księżyc ma już swoją korespondencję.
Myś właśnie wchodziła do kuchni.
Zobaczyła Andrzeja z listem.
Zatrzymała się.
Wyprostowała.
I natychmiast pobiegła do klocków.
NIE CZYTAJ
Andrzej uniósł brwi.
— Dlaczego?
Myś ułożyła kolejne słowa.
NIE DO CIEBIE
— Dobrze, dobrze. Już odkładam.
Myś odebrała mu kopertę i zaniosła ją na parapet.
Potem spojrzała na niebo.
Księżyca nie było widać.
Myś zamyśliła się, po czym ułożyła:
GDZIE JEST
— Księżyc? — zapytała Hania, nalewając sobie mleka. — Teraz jest po drugiej stronie nieba. Zobaczysz go później.
Myś westchnęła.
A potem natychmiast przyniosła czystą kartkę.
— Co teraz? — spytała Hania.
Myś ułożyła:
NOWY LIST
— Do Księżyca?
Myś pokręciła głową.
Na kartce zaczęły pojawiać się kolejne litery.
DO SŁOŃCA
Hania zaśmiała się.
— A co chcesz napisać Słońcu?
Myś długo zastanawiała się nad odpowiedzią. Potem ułożyła bardzo starannie:
DZIĘKUJĘ ZA DZIEŃ
Hania uśmiechnęła się.
— To bardzo miłe.
Myś jednak nie skończyła.
Przesunęła jeszcze kilka klocków i dopisała:
ALE JUTRO PÓŹNIEJ
— Dlaczego później?
Myś wskazała córeczkę, która nadal spała w domku.
Po chwili dopisała ostatnią wiadomość:
MYŚ CHCE POSPAĆ
Andrzej parsknął śmiechem.
— No i pięknie! Wreszcie ktoś powie temu Słońcu, żeby nie wstawało o piątej!
Myś kiwnęła głową z satysfakcją.
Miała już dwa ważne kontakty na niebie.
A dzień dopiero się zaczynał.
A kiedy historia się kończy…
przygoda zostaje.
Ciepła opowieść o małych gestach, które potrafią rozświetlić nawet najdalsze niebo. O trosce Myś, jej córeczce i niezwykłym liście do Księżyca.
Jeśli chcesz zostać z bohaterką na dłużej, dalej czeka również książkowy świat Myś.
Zobacz książkę →Nagranie i oprawa wizualna zostały przygotowane przez Magiczne Czytanki.
