✦✦
Bajka gościnna · opowieść 01

Myś i ziemniak

Mała bohaterka, wielki charakter i jeden ziemniak, który odmienia zwyczajny dzień w bajkową przygodę. Na stronie możesz posłuchać opowieści, przewracać kartki książki i wracać do przygód Myś.

Mateusz KossakowskiCykl „Myś wie swoje”Do słuchania i czytania
Myś i gigantyczny ziemniak w ogrodzie
Ze świata Myś wie swojeJedna mała myszka.
Jeden wielki ziemniak.
Cała przygoda.
Posłuchaj bajki

Magiczny odsłuch

Obejrzyj także

Wideo bajki

Obejrzyj film bezpośrednio na stronie Magicznych Czytanek.

Myś ma też swoją piosenkę „Myś wie swoje” — posłuchaj i zaśpiewaj razem.
Przeczytaj opowieść

Otwarta księga pełna magii i historii

Cała historia do samodzielnego czytania. Przewracaj strony i odkrywaj przygodę Myś we własnym tempie.

✦✦✦✦

Strona 1: Myś i ziemniak

Strona 2: Myś i ziemniak

✦   Odkrywaj kolejne strony historii   ✦
Przeczytaj całą historię bez przewracania stron

Myś i ziemniak

Wszystko zaczęło się od ziemniaka, który leżał pod płotem.

Myś zauważyła go podczas porannego obchodu gospodarstwa. Był wielki, brązowy i miał na jednym końcu dwa krótkie kiełki, przypominające rogi. Myś zatrzymała się tak gwałtownie, że jej ogon przez chwilę poruszał się jeszcze do przodu. Podeszła bliżej, powąchała znalezisko i dotknęła go łapką. Ziemniak nawet nie drgnął.

Obeszła go dwa razy. Za trzecim razem wspięła się na niego, wyprostowała grzbiet i rozejrzała po podwórku. Z tej wysokości zobaczyła wiadro, kawałek płotu i leżące przy schodach grabie. Widok nie był szczególnie imponujący, ale Myś poczuła się, jakby zdobyła najwyższą górę świata.

Zeskoczyła, chwyciła ziemniaka obiema łapkami i zaczęła pchać.

Po minucie miała brudny nos. Po dwóch była spocona. Po trzech wściekła. Ziemniak pozostawał dokładnie tam, gdzie leżał.

Myś kopnęła go tylną łapką, po czym natychmiast podskoczyła i zaczęła nią potrząsać. Ziemniak najwyraźniej nie zamierzał współpracować.

— Co ty tam znalazłaś? — zapytała Hania, wychodząc z domu z kubkiem mleka.

Myś natychmiast wdrapała się na znalezisko i rozłożyła przednie łapki.

— Ziemniaka? — zdziwiła się dziewczynka. — Myś, Andrzej ma ich całą skrzynkę.

Myś popatrzyła na nią z wyraźnym niesmakiem. Skrzynka Andrzeja nie miała tu nic do rzeczy. Ten ziemniak był jej.

— Chcesz go zabrać do domu?

Myś pokiwała głową tak energicznie, że niemal spadła.

— Przecież jest większy od ciebie!

To wystarczyło, żeby obraziła się na Hanię. Zeszła z ziemniaka i odwróciła się tyłem. Jej ogon wykonał jeden stanowczy ruch, który Hania znała doskonale. Oznaczał koniec rozmowy, choć zwykle trwał najwyżej pół minuty.

— Dobrze, dobrze. Jest bardzo mały — powiedziała Hania. — Prawie go nie widać.

Myś obejrzała się przez ramię.

— Tylko trochę większy od krowy.

Myś rzuciła w nią grudką ziemi. Hania wybuchnęła śmiechem.

✦   ✧   ✦

Pierwszy pomysł Myś polegał na ciągnięciu ziemniaka za kiełki. Chwyciła jeden zębami, zaparła się wszystkimi czterema łapkami i pociągnęła. Kiełek urwał się natychmiast. Myś przeleciała kawałek do tyłu i wylądowała na grzbiecie, nadal trzymając zdobycz w pyszczku.

Wypluła kiełek i długo patrzyła na ziemniaka. Potem podeszła do niego i przyłożyła ucho do skórki, jakby sprawdzała, czy wewnątrz pracuje jakiś złośliwy mechanizm.

Hania przyniosła jej pudełko z literowymi klockami. Myś korzystała z nich zawsze, kiedy ludzie nie rozumieli jej zamiarów, czyli jej zdaniem stanowczo za często.

Tym razem pracowała wyjątkowo długo. Przesuwała białe klocki z czarnymi literami, odrzucała niepotrzebne i co chwilę sprawdzała, czy Hania patrzy. Wreszcie odsunęła się, prezentując wiadomość.

MYŚ KOŃ

Hania przeczytała ją dwa razy.

— Ty jesteś koniem?

Myś przytaknęła.

— Takim z grzywą?

Myś pokazała swoje wąsy.

— Aha. Grzywa pozioma.

Myś była zadowolona z tego wyjaśnienia.

— I co ten koń zamierza?

Myś podbiegła do szpulki nici, którą Hania zostawiła poprzedniego dnia na ławce. Złapała wystającą nitkę i zaczęła ciągnąć ją w stronę ziemniaka. Dziewczynka obserwowała ją przez chwilę, aż wreszcie zrozumiała.

— Chcesz mieć uprząż!

Myś aż podskoczyła.

Hania odcięła dłuższy kawałek miękkiej nici. Zrobiła luźną opaskę wokół tułowia myszy, pilnując, żeby nic jej nie uciskało, a drugi koniec zaczepiła o ziemniaka. Przygotowanie całej konstrukcji trwało kilka minut. Myś przez ten czas stała dumnie, z wypiętą piersią, niczym rasowy koń oczekujący na najważniejszy wyścig swojego życia.

— Gotowe — oznajmiła Hania. — Tylko spokojnie.

Myś ruszyła. Najpierw zrobiła jeden krok. Potem drugi. Nitka napięła się, Myś wyprostowała tylne łapki i zaczęła ciągnąć z całych sił. Przez kilka sekund wyglądała niezwykle dzielnie. Miała zamknięte oczy, ściągnięte uszy i minę kogoś, kto zamierza własnoręcznie przesunąć cały budynek gospodarczy.

Ziemniak pozostał na miejscu.

Myś pociągnęła jeszcze mocniej. Jej łapki ślizgały się po ziemi, aż wreszcie straciła równowagę i usiadła z takim impetem, że aż kichnęła.

Hania przykucnęła obok.

— Chyba jesteś za małym koniem.

Myś popatrzyła na nią, wyplątała się z luźnej opaski i pobiegła do klocków. Po chwili poprzednia wiadomość zmieniła się w nową:

KOŃ DOBRY

Myś przez moment zastanawiała się nad dalszą częścią. Następnie bardzo starannie ułożyła:

ZIEMNIAK ZŁY

Hania śmiała się tak głośno, że Andrzej wyszedł ze stodoły.

— Co się stało?

— Myś została koniem!

Andrzej spojrzał na mysz, nitkę i ziemniaka.

— W gospodarstwie mam już jednego osła — mruknął. — Drugiego nie potrzebuję.

Myś natychmiast zaczęła szukać liter. Andrzej zdążył przejść zaledwie trzy kroki, kiedy Hania zawołała:

— Andrzej! Ona ci coś napisała!

Wrócił niechętnie i przeczytał:

ANDRZEJ OSIOŁ

Przez chwilę panowała cisza. Potem Hania usiadła na ziemi, nie mogąc przestać się śmiać.

Andrzej powoli odłożył młotek.

— No pięknie. Teraz jeszcze myszy będą mnie obrażać na piśmie.

Myś usiadła na ziemniaku i z wielką godnością zaczęła czyścić wąsy.

✦   ✧   ✦

Po południu powstał drugi plan.

Myś znalazła duży, suchy liść i postanowiła wykorzystać go jako sanie. Hania pomogła jej wsunąć liść pod ziemniaka, a potem przywiązała do niego nitkę. Myś ponownie zajęła pozycję konia.

Tym razem ziemniak drgnął.

Myś obejrzała się błyskawicznie. Znowu pociągnęła. Ziemniak przesunął się o kilka centymetrów.

Myś pisnęła z zachwytu, zrobiła trzy podskoki i zaczęła biegać wokół Hani. Dziewczynka uniosła kciuk.

— Brawo! Jedziemy!

Myś wróciła do uprzęży i ciągnęła dalej. Szło jej coraz lepiej. Liść sunął po ziemi, ziemniak kołysał się na boki, a mała wynalazczyni co chwilę oglądała się za siebie, kontrolując postępy.

Niestety, po kilku metrach liść zahaczył o wystający korzeń i rozerwał się na pół. Ziemniak stoczył się z niego, odbił od kamienia i ruszył w stronę niewielkiego zagłębienia.

Myś znieruchomiała. Jej ziemniak właśnie odjeżdżał bez konia.

Rzuciła się w pościg, przebiegła pod konewką, przeskoczyła patyk i z rozpędu wskoczyła prosto do płytkiej kałuży. Ziemniak leżał pośrodku, częściowo zanurzony w błocie. Myś dopadła go i objęła wszystkimi czterema łapkami.

— Żyjesz?! — zawołała Hania, nadbiegając za nią.

Z kałuży wychylił się mokry pyszczek.

— A ziemniak?

Myś uniosła jedną łapkę, pokazując, że sytuacja została opanowana.

Hania ostrożnie wyjęła ją z wody, potem podniosła ziemniaka.

— Wyglądasz strasznie.

Myś zaczęła energicznie otrzepywać futerko. Hania dostała wodą prosto w policzek.

— Dziękuję bardzo!

Myś spojrzała na nią z zadowoleniem. Przynajmniej ktoś jeszcze był mokry.

✦   ✧   ✦

Wieczorem ziemniak znalazł się pod schodami, obok mysiego domku. Hania pomogła przetransportować go na małej deseczce, chociaż Myś przez całą drogę trzymała się swojej nitki, pilnując, żeby nikt nie uznał tego za zwykłą ludzką pomoc.

Kiedy dotarły na miejsce, Myś pobiegła po córeczkę. Mała myszka wybiegła z domku, przytuliła się do mamy, a potem zobaczyła ziemniaka. Zastygła z otwartym pyszczkiem. Myś natychmiast wspięła się na znalezisko i wyprostowała z dumą.

Córeczka obeszła ziemniaka dookoła. Spróbowała go popchnąć, potem zajrzała pod spód i na koniec usiadła obok mamy. Obie przyglądały mu się przez chwilę.

Myś była zachwycona. Już wyobrażała sobie, jak wniosą skarb do domku. Będzie go można przechowywać, pilnować, a może nawet wykorzystać jako dodatkową ścianę.

Problem pojawił się przy wejściu. Ziemniak był szerszy od drzwi.

Myś spróbowała wcisnąć go bokiem. Potem obróciła go o ćwierć obrotu, uznając, że może z tej strony będzie węższy. Po kolejnej próbie weszła do środka i zaczęła ciągnąć ziemniaka od wewnątrz.

Córeczka stanęła obok i również chwyciła go łapkami. Przez chwilę obie ciągnęły. Nagle ziemniak przesunął się nieco do przodu, a Myś przewróciła się na plecy. Córeczka wpadła prosto na nią. Leżały jedna na drugiej, patrząc w sufit domku, podczas gdy wielki ziemniak skutecznie zablokował wyjście.

Hania zajrzała pod schody.

— Jak tam przeprowadzka?

Myś wysunęła zza ziemniaka tylko nos.

— Ojej. Zamurowałaś się?

Myś zaczęła piszczeć oburzona.

Hania delikatnie odsunęła ziemniaka, uwalniając obie myszki. Córeczka natychmiast przytuliła się do mamy, a Myś przez chwilę wyglądała, jakby miała ochotę obrazić się na cały świat.

— Wiesz co? — powiedziała Hania. — Może posadzimy go w ogrodzie?

Myś spojrzała na nią tak, jakby dziewczynka zaproponowała zakopanie Andrzeja.

— Ma już kiełki. Posadzimy go, podlejemy i wyrosną nowe ziemniaki. Cała rodzina ziemniaków!

Myś przyglądała się znalezisku bardzo długo. Potem podeszła do pudełka z klockami.

Ułożyła:

ILE

— Może pięć, może dziesięć. Zależy, jak urośnie.

Myś wyprostowała uszy.

DZIESIĘĆ MOJE

— Zobaczymy — roześmiała się Hania.

Myś dołożyła jeszcze jeden klocek i przyjrzała się wiadomości.

DZIESIĘĆ MOJE!

Wykrzyknik bardzo jej się spodobał.

✦   ✧   ✦

Następnego dnia Hania wykopała dołek w ogrodzie. Myś przez cały czas nadzorowała prace, siedząc na kamieniu. Kiedy ziemniak znalazł się w ziemi, podbiegła do niego i pogłaskała brązową skórkę.

Hania zauważyła ten gest.

— Będziemy go odwiedzać — obiecała.

Myś wskoczyła do dołka jeszcze raz, przytuliła ziemniaka i przez moment siedziała z zamkniętymi oczami. Wreszcie pozwoliła go zasypać.

Przez kolejnych kilka dni wracała na grządkę zaraz po śniadaniu. Siadała przed niewielkim patyczkiem oznaczającym miejsce sadzenia i czekała. Czasami przynosiła ziarenko, czasami kawałek suchego chleba, a raz nawet własną nitkę, którą starannie położyła na ziemi.

Pewnego ranka Hania znalazła na grządce napis ułożony z klocków:

ROŚNIJ

Następnego dnia pojawił się nowy:

SZYBCIEJ

Trzeciego Myś straciła cierpliwość.

ILE JESZCZE

— Trochę — odpowiedziała Hania.

Myś wysunęła dolną wargę i usiadła tyłem do grządki. Po kilku minutach wróciła z kolejnymi klockami.

ZIEMNIAK LEN

Hania poprawiła literę i uśmiechnęła się.

— Leń. I to całkiem spory.

Myś pokiwała głową. Wreszcie ktoś ją rozumiał.

✦   ✧   ✦

Kiedy z ziemi pojawił się pierwszy zielony listek, Myś była tak szczęśliwa, że wbiegła do domu, wskoczyła na kolana Hani i zaczęła ciągnąć ją za rękaw.

— Co się stało?

Myś ciągnęła mocniej.

— Andrzej coś znowu zgubił?

Myś potrząsnęła głową.

— Kogut cię gonił?

Myś popatrzyła na nią oburzona.

— Dobrze, już idę!

Na grządce stała mała zielona roślinka. Hania przykucnęła i uśmiechnęła się szeroko.

— Widzisz? Udało się!

Myś obeszła listek, dotknęła go ostrożnie i pobiegła po córeczkę. Przyprowadziła ją za łapkę, posadziła obok grządki i pokazała zielony pęd.

Mała myszka dotknęła listka noskiem, a potem wtuliła się w mamę.

Myś objęła ją mocno. Przez chwilę obie siedziały spokojnie, obserwując roślinkę poruszaną wiatrem.

Wtedy nadleciał motyl. Córeczka natychmiast pobiegła za nim.

Myś próbowała ją zatrzymać, ale mała zdążyła już przeskoczyć kamyk i zniknąć za kępą trawy. Matka popędziła za nią, najwyraźniej przekonana, że właśnie rozpoczyna się kolejna poważna akcja ratunkowa.

Hania obserwowała je, śmiejąc się cicho.

— Jedna pilnuje ziemniaka, druga motyla. Niedługo całe gospodarstwo będzie potrzebowało ochrony.

✦   ✧   ✦

Minęło lato.

Ziemniaczana roślina wyrosła duża i zielona, a Myś codziennie sprawdzała, czy niczego jej nie brakuje. Raz przyniosła pod nią trzy ziarenka pszenicy. Innym razem zabrała Andrzejowi mały plastikowy korek, napełniła go wodą i ustawiła przy łodydze. Andrzej zastanawiał się przez pół dnia, gdzie zniknął korek od jego butelki.

W końcu nadszedł czas zbiorów. Hania zabrała małą łopatkę, a Myś ustawiła się obok grządki. Córeczka siedziała na kamieniu i obserwowała całe wydarzenie z niezwykłym zainteresowaniem.

— Gotowa? — zapytała Hania.

Myś przytaknęła.

Łopatka weszła w ziemię. Hania ostrożnie podważyła bryłę, a potem rozgarnęła ją palcami.

Najpierw pojawił się jeden ziemniak. Za nim drugi. Potem trzeci, czwarty i piąty.

Myś otworzyła pyszczek.

Hania kopała dalej.

— Sześć, siedem, osiem… dziewięć!

Dziewięć ziemniaków leżało teraz na ziemi.

Myś zaczęła biegać między nimi. Dotykała każdego łapkami, liczyła po swojemu, wracała do pierwszego i znów przebiegała cały rządek. W końcu pobiegła do klocków.

Hania już wiedziała, czego się spodziewać.

BRAKUJE JEDEN

— Myś, przecież mówiłam, że może być dziesięć!

Myś wskazała napis.

— Powiedziałam „może”.

Myś popatrzyła na nią jeszcze bardziej stanowczo.

Hania westchnęła.

— Dobrze, przyznaję. Wyrosło dziewięć.

Myś powoli przysunęła kolejny klocek, tworząc wiadomość:

OSZUSTWO

Andrzej, który właśnie przechodził z wiadrem, zatrzymał się przy grządce.

— Co tym razem?

Hania pokazała mu napis.

— Obiecałam dziesięć ziemniaków, a wyrosło dziewięć.

Andrzej spojrzał na Myś.

— Dziewięć to mało?

Myś kiwnęła głową.

— A ile posadziłaś?

Hania pokazała jeden palec.

Andrzej przyjrzał się dziewięciu ziemniakom, potem myszy.

— Dziewięć z jednego i jeszcze niezadowolona. Ty byś się nadawała do handlu.

Myś natychmiast podbiegła do jego buta, po czym zaczęła przyciągać kolejny klocek.

Andrzej spojrzał na Hanię.

— Znowu coś pisze?

— Tak.

— Ja idę.

— Zaczekaj, zaraz skończy.

Andrzej zaczekał.

Myś ułożyła:

ANDRZEJ DAJ JEDEN

— Z czego?

Myś wskazała wiadro, w którym leżały ziemniaki zebrane wcześniej przez gospodarza.

Andrzej zajrzał do środka.

— Ty chcesz dziesiątego ziemniaka ode mnie?

Myś przytaknęła z wielką powagą.

Andrzej wyciągnął najmniejszy ziemniak i położył go na ziemi.

— Proszę bardzo. Teraz masz dziesięć.

Myś obejrzała go, powąchała, po czym przytuliła się do jego buta.

Andrzej znieruchomiał.

— No już, już. Nie rób z tego wielkiej sprawy.

Myś przycisnęła pyszczek do jego nogawki jeszcze na chwilę, a potem wróciła do ziemniaków.

Wybrała najmniejszego z własnej grządki i popchnęła go w stronę domku. Tym razem ziemniak bez trudu przetoczył się przez próg. Córeczka podbiegła do niego zachwycona, ale po chwili zostawiła go i objęła mamę.

Myś odwzajemniła uścisk. Obie siedziały przez chwilę na progu. Córeczka wtuliła nosek w futerko Myś i zamknęła oczy.

Myś delikatnie pogłaskała ją po głowie. Wielki ziemniak, nitka, kałuża i wszystkie kłopoty zniknęły gdzieś daleko. Przytuliła córkę mocniej, szczęśliwa, że jest obok.

Hania patrzyła na nie z uśmiechem.

— To był dobry dzień, prawda?

Myś uniosła głowę i kiwnęła nią powoli. Potem zauważyła coś za plecami dziewczynki.

Osiem pozostałych ziemniaków leżało przy grządce. Wszystkie trzeba było przecież gdzieś schować.

Myś wysunęła się z objęć córeczki, pobiegła po nitkę i zaczęła przeciągać ją przez podwórko. Zatrzymała się przy największym ziemniaku, obejrzała jego rozmiary i przez dłuższą chwilę intensywnie myślała.

Nagle jej oczy rozbłysły. Pobiegła do klocków.

Hania zajrzała jej przez ramię.

MYŚ KOŃ

— O nie — jęknęła dziewczynka.

Myś pracowała dalej.

CÓRKA KOŃ

Hania zaczęła się śmiać.

— Przecież ona jest jeszcze mała!

Myś popatrzyła na córeczkę, która właśnie próbowała wspiąć się na pustą łupinę orzecha. Zastanawiała się chwilę, po czym przesunęła klocki i poprawiła wiadomość.

MYŚ KOŃ

Pod spodem dodała:

HANIA KOŃ

— Że co?!

Myś podsunęła dziewczynce koniec nitki.

Hania spojrzała na największego ziemniaka. Potem na Myś.

— Ja mam go ciągnąć?!

Myś kiwnęła głową.

— A ty co będziesz robiła?!

Mała mysz zastanowiła się przez moment, po czym ułożyła ostatnie dwa słowa:

MYŚ SZEF

Z pobliskiej ławki rozległ się głośny śmiech Andrzeja.

— Hania, gratuluję awansu! Ja jestem osłem, ty koniem, a mysz została kierownikiem gospodarstwa!

Myś wspięła się na ziemniaka, wyprostowała grzbiet i spojrzała na swoich pracowników. Była bardzo zadowolona.

Wreszcie wszystko zaczynało działać tak, jak należy.

✦   ✧   ✦KONIEC✦   ✧   ✦
Po lekturze

A kiedy historia się kończy…
przygoda zostaje.

To opowieść, do której można wracać jak do ulubionej książki przed snem — dla czułości, humoru i świata widzianego oczami Myś.

HumorCzułośćWiejski światMała bohaterka
Okładka książki Myś robi swoje
Myś robi swoje

Jeśli chcesz zostać z bohaterką na dłużej, dalej czeka również książkowy świat Myś.

Zobacz książkę →
✦Tekst bajki gościnnej należy do autora Mateusza Kossakowskiego.
Nagranie i oprawa wizualna zostały przygotowane przez Magiczne Czytanki.