Świstak Rysio i Alfabet Emocji


Świstak Rysio był znany w całej Dolinie Ech.
Najmniejszy, ale najbardziej ekspresyjny ze wszystkich.
Pewnego poranka wybiegł z norki z radosnym piskiem — bo słońce świeciło piękniej niż zwykle.
Kilka godzin później siedział już pod skałą, smutny i zgarbiony, bez powodu ocierając łapką oczy.
A wieczorem zezłościł się na kamień, o który się potknął… i tupnął tak mocno, że spadła mu czapeczka z mchu.

Rysio westchnął ciężko.

– Dlaczego ja tak mam? Czemu nie potrafię być po prostu szczęśliwy jak inni?

Ale inni wcale nie byli cały czas szczęśliwi — tylko Rysio tego nie widział.
Tego dnia, gdy emocje znowu mieszały mu się jak liście na wietrze, usłyszał znajome „uhu…”. To była Sowa Matylda.
Szła tak cichutko, że jedynie jej okulary brzęczały przy każdym kroku.

– Rysiu — powiedziała łagodnie — widzę, że Twój dzień pełen jest kolorów, których jeszcze nie znasz.

– Ale ja nie chcę tych kolorów! Czasem jest ich za dużo! – jęknął świstak.

Matylda usiadła obok i otworzyła niewielką, pięknie zdobioną księgę.

– A może problem wcale nie jest w kolorach… tylko w tym, że nie wiesz, jak się nazywają? Oto Alfabet Emocji.

Rysio spojrzał do środka.
Na każdej stronie była litera i słowo – a obok malutka ilustracja:

A jak Asertywność – mała tarcza z uśmiechem
B jak Bezradność – deszcz i parasolka
C jak Ciekawość – latarenka
D jak Duma – złota gwiazdka
E jak Empatia – dwie splecione łapki

Niektóre litery miały nawet po dwa słowa i więcej.

Księga pachniała lawendą i czymś… uspokajającym.
– Spróbuj nazwać to, co czujesz — zaproponowała Matylda.

Rysio pomyślał.
– Dzisiaj rano czułem… C jak Ciekawość, bo chciałem pobiec na skałki!
– Potem… B jak Bezradność, bo nie wiedziałem, co zrobić, gdy zgubiłem orzeszka.
– A teraz… chyba F jak Frustracja… bo tak bardzo chciałem, żeby wszystko było idealnie.

Matylda skinęła głową.
– Rysiu, właśnie zrobiłeś coś bardzo ważnego.
Nazwanie emocji to jak zapalenie lampki w ciemnym pokoju — od razu widzisz, gdzie jesteś.
Świstak poczuł, jak jego małe serduszko bije spokojniej.
Nagle świat nie wydawał się już taki ogromny i straszny.
Od tego dnia Rysio każdego ranka otwierał swój „Alfabet Emocji” i zaznaczał jedną lub kilka literek.
Z czasem odkrył, że:
– emocje przychodzą i odchodzą,
– nie zawsze są wygodne, ale każda z nich ma swoje zadanie.

Zaczął też inaczej rozmawiać z przyjaciółmi.
Kiedy Jeżyk nadepnął mu przypadkiem na ogonek, Rysio powiedział:

– Zrobiło mi się trochę źle i zły byłem przez chwilkę, ale teraz już mi lepiej.

A Jeżyk odpowiedział:

– Dobrze, że mi to powiedziałeś. Już będę uważał!

Świat stał się prostszy. A Rysio — odważniejszy.

Pewnego wieczoru Matylda zabrała go na szczyt wzgórza.
Cała dolina mieniła się kolorami zachodu.

– Widzisz, Rysiu — każdy dzień ma wiele barw.

Czasem jasnych, czasem ciemnych. Ale razem tworzą coś pięknego.

Rysio uśmiechnął się lekko.
– Tak, jak moje emocje!
– Dokładnie tak– odpowiedziała pogodnie Matylda.

A jeśli kiedyś… poczujesz, że w Twoim serduszku miesza się wiele emocji naraz… to może właśnie Twój własny alfabet próbuje opowiedzieć Ci historię o tym, kim jesteś…

🌟 Morał

Emocje nie są naszymi wrogami.
Są jak mapy, które prowadzą nas przez dni — jeśli tylko nauczymy się je czytać.

Zadanie dla Ciebie ( jeśli jeszcze nie śpisz!)

Stwórz własny „Alfabet Emocji”.
Może narysujesz symbole do każdej literki?
A może dopiszesz emocje, których Rysio jeszcze nie odkrył?

💬 Cytat

„Kiedy nazwiesz to, co czujesz – ciemność przestaje straszyć, a zaczyna mówić.”