Kotek Psotek

Kotek Psotek
Kotek Psotek, figlarz znany,
miał na dziś szalone plany —
zabrać babci kłębek wełny,
ten zielony, ten bezcenny.
Łapką sięgnął – raz, bez gapy,
szarpnął, drapnął i z kanapy
przez dywan, kuchnię, korytarz bryknął —
jak huragan, co się wymknął!
Toczy się wełna jak mała burza,
plącze się Psotkowi wokół futra.
Sunie nitka przez podwórko,
piesek szczeka, ptaszek ćwierka:
— Co za urwis z tego Psotka!
Zabrał babci zielonego motka.
Świat go kusi, pędzi śmiało,
lecz kłębka już zostało mało.
Wtem zatrzymał się zdyszany —
cały ogon zaplątany!
W domu babcia… wzdycha cicho,
choć się w duszy śmieje skrycie.
Psotek wraca – jakby z boju,
cały w zielonym stroju!
Babcia patrzy z ciepłym śmiechem:
— Psotku, Psotku, coś ty zrobił?
Zamiast swetra dla Doroty —
masz na sobie zielone sploty!
